Legenda o Dobrym Mieście | DobreMiasto.info • Nieoficjalny serwis Dobrego Miasta


LEGENDA   O  DOBRYM  MIEŚCIE I  JEGO  MIESZKAŃCACH

Dawno, dawno temu i tak dawno, że najstarsze babcie i dziadkowie obecnych najstarszych babć i dziadków jeż tego nie pamiętają w miejscu,  gdzie gród wspaniały na trasie między Lidzbarkiem Warmińskim i Olsztynem, zwany nie przez przypadek Dobrym Miastem istnieje, był przed wiekami pewien gródek niewielki…

W gródku  tym żyli sobie ludzie spokojni i dobrego serca. Nikomu nigdy nie wadzili…Uprawiali pola okoliczne i paśli swe trzody na ogromnych łąkach nad wijącą się malowniczo Łyną. Mieszkali wtedy, przed wieloma wiekami w domach, które ”kurnymi chatami” nazywano, gdyż dym uchodził z nich przez strzechy. Na łąkach i pastwiskach wokół gródka, który jeszcze wtedy własnej nazwy nie miał- każdego roku na wiosnę ogromna ilość bocianów zawsze przylatywała…

Pewnego razu zdarzyło się, że para boćków, którym tak się spodobało w tej okolicy- nie zdążyła na czas na „sejmik jesienny bocianów” przylecieć, aby z innymi do ciepłych krajów  odlecieć wspólnie. A tymczasem, jesień ciepła szybko minęła i nastała dosyć nagle zima. Zamarzły podmokłe łąki nad Łyną. Zamarzła też sama rzeka. Para bocianów niechybnie zginęłaby  z zimna i głodu, gdyby nie zauważyli ich dobrzy ludzie z owego gródka pobliskiego. Przynieśli zmarznięte bociany do swojej chaty. Nakarmili i postanowili, że zaopiekują się parą boćków przez całą zimę. Ptaki, które wcześniej całe białe były  w „kurnej chacie” sadzą czarną końce skrzydeł i ogon sobie przez zimę poczerniły i tak im to zostało do dzisiaj. A że wcześniej zmarzły srodze niebożęta, gdy po zamarzniętych łąkach chodziły toteż nogi i dzioby czerwone od zimna miały i to im też zostało na zawsze. Nastała wreszcie po srogiej zimie wiosna…Para bocianów klekotaniem wesołym dobrym ludziom  podziękowała za gościnę serdeczną.

Na kolejnym „sejmiku bocianim” ustalono jednogłośnie, że gródek bezimienny do tej pory  Dobrym Miastem nazwać należy, gdyż ludzie wyjątkowej dobroci w nim mieszkają  i po wieki mieszkać tutaj będą. Po pewnym czasie , w miejscu dawnego maleńkiego gródka piękne miasto powstało, które prawa miejskie w XIV wieku otrzymało, a dokładnie w roku 1329.

Wielokrotnie niszczone było przez wojny i pożary, ale do dnia dzisiejszego przetrwało. Murem obronnym ceglanym otoczone  baszt miało kilka, ale ta najważniejsza, będąca jego symbolem- „Basztą Bocianią” do dzisiaj jest nazywana, gdyż od wieków  na jej szczycie gniazdo bocianie się znajduje. Bociany z pokolenia na pokolenie wiadomość o pradawnych czasach sobie klekotaniem przekazują, aby zawsze do Dobrego Miasta każdego roku powracać, gdzie ludzie dobrzy mieszkali i nadal mieszkają. Miasto to nazwy nie zmieniało, pomimo różnych dziejów w swej bogatej historii, bo albo był to Guttstadt, albo po polsku Dobre Miasto.

Okolice nadal są tutaj przepiękne. Pobliskie Smolajny Książę Biskup Ignacy Krasicki niezwykle sobie upodobał. W pobliżu jest znane Głotowo, od XIV wieku już z odpustów słynące, a w centrum miasta przewspaniałą kolegiatę dawno temu pobudowano. Łąk, pastwisk i mokradeł nad malowniczo płynącą Łyną  pełno. Bociany też są, o czym każdy może przekonać się osobiście…

A jak to z legendami bywa  jedni wierzą, inni powątpiewają, ale ja jestem przekonany, że prawda w tym jakaś jest, bowiem ludzie do tej pory godnymi są miana swego miasta, o czy nie tylko same bociany widzą…


Napisał Wiesław Czermak